
W czasach, kiedy medycyna była bezradna wobec większości chorób, wielkie nadzieje pokładano w wyjazdach „do wód” czyli uzdrowisk, w których występowały ciepłe źródła.
Jednym z najstarszych i najsłynniejszych „badów” w środkowej Europie były Cieplice. Tamtejsze ciepłe wody, o charakterystycznym, nieco siarkowym zapachu, były znane okolicznej ludności już we wczesnym średniowieczu.
W XIII wieku okolice zdroju przejęli joannici – zakon szpitalny, który niósł pomoc chorym. Od tego czasu Cieplice stały się prawdziwym uzdrowiskiem, a ich sława przyciągała cierpiących nie tylko z Dolnego Śląska, ale i ziem odległych o setki kilometrów.
Dzisiejszy kuracjusz korzysta z dobrodziejstw ciepłych źródeł bardzo ostrożnie – codziennie bierze jedną kąpiel, która trwa około 10-20 minut, czasem ma zlecone dodatkowe zabiegi typu inhalacje lub picie niewielkich ilości wody. Przed wiekami trzeba było mieć prawdziwie końskie zdrowie, żeby móc przystąpić do kuracji. Po pierwsze trzeba było dotrzeć do uzdrowiska – a podróż konno lub wozem po wyboistych drogach potrafiła trwać tygodniami. Po drugie - lekarze zdrojowi nie oszczędzali swoich pacjentów – w XVI wieku ordynowali np. 2 kąpiele dziennie, z których każda zajmowała 3 godziny. A sześć godzin spędzonych w ciepłej wodzie potrafi osłabić każdego, nawet najzdrowszego człowieka. Nic więc dziwnego, że niektórzy chorzy pozostawali w uzdrowisku na zawsze.
Do kąpieli przywdziewano specjalny płócienny strój, by nie siać zgorszenia swoja nagością, zwłaszcza, że w dobrym tonie było prowadzenie życia towarzyskiego podczas pobytu w basenie. Podobno po kilku takich kąpielach w cieplickiej wodzie płótno rozlatywało się w rękach, co wymownie świadczyło o mocy zdroju. W kąpieli zdarzało się także spożywać zamówione w gospodzie posiłki i przyjmować gości.
Cieplice przyjmowały każdego, lecz istniał tam ściśle zachowany podział na warstwy społeczne – istniały osobne budynki, gdzie leczyli się ubodzy (źródło było wyłożone tylko drewnianymi balami i nie było tam żadnych wygód) i osobne dla zamożnych kuracjuszy – tam basen wyłożony był okładziną z kamieni i a służba zapewniała miejsce do odpoczynku, płaszcze kąpielowe wszelką pomoc itp. Ciekawostką był specjalny zdrój, gdzie leczono zwierzęta – przeważnie konie, które, tak jak ludzie, cierpiały na rozmaite choroby narządów ruchu, m.in. reumatyczne. „Koński Zdrój” był zwykłym bajorem z chłodniejszą wodą, pozostałą po kąpielach ludzi – zwierzęta bały się ponoć ciepłej.
Cieplickim wodom przypisywano mnóstwo leczniczych właściwości – miały pomagać na reumatyzm, artretyzm „pokurczenie członków, liszaje, ostrości, świerzbę, na uparte choroby gruczołowe, na spazmatyczne dolegliwości organów urynnych” i inne, jak np. tajemnicza „malarska kolka”. Dziś nie leczy się tu „liszajów”, ale w dalszym ciągu prowadzona jest terapia przy chorobach narządów ruchu, chorobach kobiecych i schorzeniach urologicznych. Warto w tym miejscu wspomnieć, że w uzdrowiskach leczono kąpielami także grzeszny nawyk „onanii”, na który ponoć cieplickie wody akurat nie pomagały.